Moja dzisiejsza propozycja jest z serkiem na słodko. Ale oczywiście dodatki można sobie dobrać wedle gustu. Dżem, nutella, masło orzechowe, owoce. Co się chce.
Lubię naleśniki także za to, że można je spakować i zjeść sobie później, bo równie dobrze smakują na zimno. Ja na przykład dziś wzięłam sobie je do pracy jako drugie śniadanie :)
Z moich obserwacji wynika, że wiele osób ma problem ze zrobieniem dobrych, cienkich, elastycznych naleśników. W związku z czym szukają złotego środka. Ja nie wiem, gdzie on jest. Mam parę typów.
Ale o tym za chwilę.
Ale o tym za chwilę.
Składniki jakich używam do moich naleśników to: (podkreślam, że wszystko dodaje na oko, nie umiem podac proporcji, po prostu trzeba wyczuć ciasto, musi sprawnie rozlewać się po patelni i dobrze odklejać, wtedy jest dobre.
- mleko
- mąka
- jajko
- trochę oleju (około 1 łyżka)
- szczypta soli
- jeśli robię na słodko, to cukier
Wlewam mleko, dodaje jajko, mieszam. Dosypuję po trochu mąki, aż otrzymam pożądaną gęstość. Na koniec dodaje olej, sól i cukier.
No i tutaj taki myk. Jednym ze sposobów, który wykorzystuje (oczywiście, tylko wtedy, gdy mam na to czas) jest to, że w tym momencie powinno odstawić się ciasto na około 30 minut, żeby gluten zawarty w mące zaczął pracować. Wówczas naleśniki będą bardziej elastyczne. To jeden ze "złotych środków" robienia dobrych naleśników.
Drugi myk dotyczy samego smażenia. Na patelnię nie dodaje oleju, gdyż dodałam go już do ciasta. Rozgrzewam patelnię i wlewam chochelką ciasto. Rozlewam je po całej patelni. Powinno od razu się lekko ściąć od spodu. W tym momencie tą samą chochlą, którą nalewałam ciasto, ściągaj jego nadmiar (czyli, to co się jeszcze nie ścięło i jest płynne. Ważne, aby zrobić to od razu po rozprowadzeniu ciasta. Fakt, wtedy naleśniki nie są okrągłe, lecz ich konsystencja jest wtedy delikatna, są cieniutkie i elastyczne. To jest właśnie drugi "złoty środek.
Trzeci również tyczy się smażenia. Ważne jest, żeby naleśników nie przesmażyć zbyt długo. Przewrócić od razu, kiedy tylko wierzch się zetnie i będzie już odchodzić od patelni. Na drugiej stronie to samo. Smażyć dosłownie po kilka sekund z każdej strony.
I oto mój sposób, niezawodny na cudowne naleśniki. Nie dodaję żadnych gazowanych wód jak niektórzy, ani nic. Robię jak powyżej i są super.
Jeśli chodzi o twarożek, to jeżeli macie zamiar zjeść go od razu to mój sposób jest taki: Opakowanie twarogu półtłustego zmielić w malakserze na gładko, dodać żółtko, cukier i cukier waniliowy. Gwarantuje, że będzie pycha. Ale jeżeli ktoś boi się surowych jaj, można pominąć żółtko. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz