wtorek, 31 maja 2016

17. Grillowany filet z kurczaka z mieszanką warzyw - danie fit.

Chyba zaczniemy małą dietę. Przygotowujemy się na to pomału, właśnie opracowuje jadłospis, choć nie mam pewności czy się uda. No ale dieta czy nie dieta, czasami mam ochotę zjeść dla odmiany coś lekkiego, nietłustego. Takim daniem jest właśnie ten grillowany filet z kurczaka z mieszanką warzyw.
Odwróciło mi się jakoś to zdjęcie :/ 

Jest to danie niezwykle proste i szybkie w przygotowaniu. Cały sekret tkwi w przyprawach oraz doprawieniu i odpowiednim czasie grillowania mięsa :)  No i oczywiście dobrze jest, gdy ktoś (tak jak ja) posiada elektrycznego grilla. Ale myślę, że na patelni grillowej też dałoby radę.

Składniki:
  • Filet z kurczaka
  • ząbek czosnku
  • ostra i słodka papryka
  • odrobina curry
  • pieprz ziołowy
  • sól i pieprz 
  • olej rzepakowy
  • mieszanka ulubionych warzyw na patelnię
Filet myjemy i suszymy, doprawiamy ostrą i słodką papryką, curry, pieprzem ziołowym, solą, pieprzem. Obieramy i przeciskamy przez praskę ząbek czosnku. nacieramy mięso. Polewamy odrobiną oleju i wcieramy wszystkie przyprawy.  Przykrywamy folią i odstawiamy do zamarynowania na minimum godzinę. Najlepiej oczywiście mięsko doprawić sobie już dzień wcześniej wieczorem, wtedy nabierze lepszego smaku. 

Przed grillowaniem wyciągamy folię aluminiową i nakładamy na nią filet (na bardziej błyszczącą stronę), zawijamy szczelnie tak, by matowa strona folii była na zewnątrz. Tak przygotowane mięsko w folii kładziemy na rozgrzanego grilla na 15-20 minut (trzeba pilnowac czasu, żeby nie przesuszyć! )

W tym czasie rozgrzewamy patelnię i wrzucamy zamrożone warzywa, podgrzewamy na śrendim ogniu pod przykryciem. Gdy się rozmarzną i woda odparuje, doprawiamy solą, pieprzem zwykłym i ziołowym, odrobiną ostrej papryki :) Przykrywamy i dusimy dalej do miękkości.

Przekładamy na talerz i gotowe :))

Jeżeli ktoś stwierdziłby, że nie naje się warzywami - może ugotować sobie do tego kaszę lub ryż :)

poniedziałek, 30 maja 2016

16. Mus czekoladowy :)

To jest dopiero prawdziwa rozkosz dla podniebienia :) Ale oczywiście w odpowiedniej ilości :) Taki mały pucharek zupełnie wystarczy, żeby się zasłodzić :)

Podstawę przepisu na ten oto mus dostałam od samej Mariety, kiedy poprosiłam ją o niego na fb, poprzednio widząc jak przygotowuje go w programie. (Jednak dość dużo tu jej przepisów, ale za to prawie każdy zmodyfikowany). Oryginalna wersja była odrobinę inna niż ta, którą podaje jeszcze z dodatkiem sosu z fig i bez dodatku mleka, ale ja oczywiście zmodyfikowałam go po swojemu :)
Jeśli chodzi o dodatki to ja robiłam z borówkami amerykańskimi a druga wersja z czerwonymi winogronami i filetami pomarańczy :) Ale myślę, że równie pysznie komponował by się z malinami, musem z malin lub truskawkami... eech rozmarzyłam się.

Składniki:

  • 100 g ( tabliczka) gorzkiej czekolady
  • 100 g (tabliczka) mlecznej czekolady
  • 3 łyżki śmietanki 30% lub 36%, mleka lub wody
  • łyżka dowolnego likieru (ewentualnie, niekoniecznie)
  • 2 duże jaja
  • szczypta soli
  • opakowanie dużej śmietanki 30% lub 36%
  • dowolne, ulubione owoce
W kąpieli wodnej rozpuszczamy i łączymy czekolady z 3 łyżkami śmietanki, wody lub mleka i jeśli dodajemy to z likierem. (Ja za pierwszym razem dodawałam malibu, w przepisie był likier kawowy, ale tak naprawdę może być dowolny). Odstawiamy do ostygnięcia.

Jajka sparzamy wrzątkiem, oddzielamy białka od żółtek. Białka ubijamy ze szczyptą soli. Do żółtek dodajemy ostudzoną czekoladę. Ubijamy śmietankę. Do żółtek połączonych z czekoladą dodajemy partiami pianę z białek delikatnie mieszając. Kiedy masa się połączy dodajemy 2 łyżki ubitej śmietanki, delikatnie mieszając. 
Rozlewamy do pucharków, wkładamy do lodówki. Kiedy trochę stężeje dekorujemy po wierzchu bitą śmietaną, ulubionymi owocami i ewentualnie posypujemy odrobinę kakao lub kawy rozpuszczalnej. 

Mus powinien być dobry po około 3 godzinach w lodówce, ale oczywiście im dłużej postoi, tym będzie lepszy. 
I jeszcze jedno zdjęcie wersji nr 2 :D

środa, 25 maja 2016

15. Obiad prawie Wege :D - kotlety z cieciorki z mieszanką warzywną z patelni :)

Gdyby nie obecność jajka w tym przepisie, można by sklasyfikować to danie jako wegańskie. No ale trudno :) 
Przepis pochodzi z książki Mariety "ABC Gotowania", ale został przeze mnie troszkę zmodyfikowany no i dodatki w postaci mieszanki warzywnej z patelni, też jest moją inwencją :) 

Wykonując ten przepis, baardzo byłam ciekawa smaku tych kotlecików, szczególnie, że nigdy wcześniej ich nie jadłam :) Smak ciekawy a co najlepsze to ktoś, komu zaniosłam te kotleciki i nie powiedziałam z czego są, uznał, że to zwykłe mielone z kurczaka, tylko trochę suche :D Nie przeczyłam, tak więc myśli on nadal, że jadł drobiowe mielone :D Ciekawe co ja bym pomyślała, gdyby mi ktoś takie zrobił i nie powiedział z czego są :D



Składniki: 
  • ciecierzyca surowa (około 200-300g) lub z puszki (400g) (ja robiłam z surowej, moczonej przez caałą noc rzecz jasna)
  • ząbek czosnku
  • natka pietruszki lub inne ulubione świeże zioła
  • parę zielonych oliwek (lub czarnych jak kto woli)
  • 1,5 łyżeczki mielonej kolendry
  • jajko
  • oliwa z oliwek lub olej rzepakowy (ja użyłam tego drugiego bo nie miałam oliwy)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • bułka tarta
  • szczypyta chilli
  • sól, pieprz
  • mieszanka warzyw na patelnię
Powtórzę jeszcze raz: jeżeli tak jak ja chcecie użyć surowej ciecierzycy, takiej z paczki to pamiętajcie o namoczeniu jej w wodzie przez całą noc. Później ją odsączcie i przesypcie do blendera/malaksera. Jeżeli użyjecie tej z puszki, to rzecz jasna nie trzeba jej moczyć, tylko prosto z puszki do blendera/malaksera. 
Dorzucamy do tego czosnek, oliwki, zioła, kolendrę, sok z cytryny, chilli, sól i pieprz, łyżkę oleju lub oliwi i blendujemy na gładką masę. 

Następnie dodajemy jajko i mieszamy, jeżeli masa wyjdzie zbyt rzadka to dodajemy bułkę tartą. 

Fromujemy kotleciki i smażymy na patelni :)

Na drugiej patelni, rozgrzewamy olej i wrzucamy mrożone warzywa. Smażymy na średnim ogniu pod przykryciem, kiedy się już trochę rozmarzną, solimy, pieprzymy i doprawiamy ulubionymi przyprawami (ja lubię najbardziej pieprz ziołowy i ostra paprykę).

Nakładamy warzywa, kotleciki i danie gotowe :) 

Na zakończenie wspomnę jeszcze, że tak naprawdę, dodatkiem do kotlecików może być wszystko co chcecie, nie muszą być to akurat warzywa z patelni :) 

poniedziałek, 23 maja 2016

14. Kolacja we dwoje - kurczak z makaronem i sałatka a'la caprese.

Dziś tak nietypowo :)
Od czasu do czasu nachodzi mnie chęć zrobienia mojemu Lubemu niespodzianki w postaci takiej ładnej kolacji przy świecach :) Pomysły te są często spontaniczne, nie zawsze więc mam w lodówce coś, żeby zrobić wykwintną kolację, w dodatku ze składnikami, który by były (jak to się zwykle przyjmuje) afrodyzjakami :P A kto powiedział, że one muszą być? Tak więc kolacja, którą dziś przedstawię, była z kategorii: "jak zrobić coś z niczego" :D

Składniki:

  • 2 małe filety z kurczaka
  • przyprawa do kurczaka (najlepiej z prymat lub kamis - nie zawierają sztucznych dodatków, ani wzmacniaczy smaku) lub słodka i ostra papryka, trochę curry, sól, pieprz, pieprz ziołowy i cytrynowy, ulubione zioła
  • olej do smażenia
  • pół opakowania makaronu spagetti
  • ser żółty
  • pomidory
  • ser mozarella
  • świeża bazylia
  • olej lub oliwa z oliwek
Kurczaka pokroić na drobne kawałki i zamarynować chwilę ( w zależności ile mamy czasu na przygotowanie kolacji, jeśli umyślimy sobie ją już wcześniej, można zamarynować dzień przed) w przyprawie do kurczaka lub ulubionych przyprawach. Odstawić na chwilę. 

W tym czasie wstawić wodę na makaron, doprowadzić do wrzenia, posolić pół łyżki i wrzucić makaron na 13-15 minut (w zależności czy ktoś lubi al'dente czy bardziej miękki). 

Piersi z kurczaka w marynacie wrzucić na rozgrzany olej i smażyć do miękkości (5-8 minut). Przełożyć do miseczki lub talerza, odcedzić makaron i wrzucić go na patelnię, na której smażył się kurczak. Przesmażyć chwilę na tłuszczu, na którym smażyły się piersi i pod koniec potarkować ser żółty na małych oczkach. Wymieszać do z makaronem. 

Makaron i kurczaka przełożyć na talerz. Pokroić mozarellę i pomidory w plasterki (wcześniej można je sparzyć i zdjąć skórkę), bazylię umyć. Kłaść na talerzu obok makarony i mięsa w kolejności: ser, bazylia, pomidor, ser, bazylia, pomidor, posypać odrobiną soli i pieprzu i polać odrobina oleju rzepakowego bądź oliwą z oliwek :) 

Ładnie nakryć do stołu, zapalić świeczki i kolacja gotowa. U mnie wyglądała ona tak:


niedziela, 22 maja 2016

13. Blok czekoladowy :)

Chyba większości z nas kojarzy się on ze smakiem dzieciństwa, czyż nie?
 Mi na pewno, pamiętam jak prosiłam mamę: "zrób mi czekoladę"  - bo tak go nazywałam będąc małą dziewczynką :)
Ostatnio chodził za mną baardzo, sama robiłam go tylko dwa razy, ale wyszedł obłędny :))
Mój przepis nie będzie zawierał orzechów ani bakalii, nie lubię ich w ciastach, ale modyfikując przepis, śmiało możecie je dodać.

Składniki:

  • 500g mleka w proszku (niby twierdzi się, że pod żadnym pozorem nie może być granulowane, no ja za pierwszym razem kiedy robiłam blok o tym nie wiedziałam i granulowane kupiłam. Wykorzystałam je do zrobienia i w smaku w ogóle się nie różniło od mleka w proszku, jedyny mankament jaki z tego wyszedł to grudeczki mleka w strukturze bloku czekoladowego. Ale mi nie przeszkadzały. Więc wybór należy do Was :) )
  • 5 łyżek ciemnego kakao
  • 1/2 szklanki wody lub mleka
  • 250g masła lub margaryny
  • cukier (wedle upodobania, w zależności jak słodkie kto lubi), myślę że optymalna ilość to tak od 1/2 do 3/4 szklanki
  • pół dużego opakowania herbatników (kiedyś myślałam, że to składnik niekonieczny, ale bez herbatników blok jest mdły i gumowaty ) :D

Pierwszym krokiem jest rozpuszczenie masła lub margaryny z cukrem i wodą lub mlekiem. Odstawić do ostygnięcia.

Mleko w proszku wymieszać z kakao, dodać ostudzony tłuszcz energicznie mieszając. Pokruszyć herbatniki, dodać do masy, delikatnie zamieszać.

Dowolną blaszkę lub foremkę wyłożyć folią spożywczą lub papierem do pieczenia i przelać masę. 

Chłodzić w lodówce jak najdłużej się da :) U mnie takie minimum to 3 godziny, bo dłużej nie mogę już wytrzymać :)) Ale najlepszy blok jest, gdy spędzi w lodówce całą noc. 

A oto mój efekt:


czwartek, 19 maja 2016

12. Pomysł na... śniadanie cz. 1 - kanapki.

Śniadanie to temat bardzo obszerny. Oczywiście warto je jeść - o tym, wie już każdy, choć nie każdy praktykuje, szczerze przyznam, że mi też czasem zdarza się go nie zjeść, szczególnie gdy za późno wstanę bądź gdy się gdzieś rano spieszę, albo gdy rano nie mam nic w lodówce a nie chce mi się iść na zakupy - tak też bywa. Ale w raczej śniadanie staram się jeść. 
Podstawowym kłopotem jest kwestia "co zjeść?", choć możliwości tak naprawdę jest mnóstwo - mnóstwo mam też zdjęć moich śniadań. 
Dziś w części pierwszej przedstawię propozycję najbardziej standardowych "dań" - kanapek. No tak, kanapka jest dobra na wszystko i szybka w przygotowaniu i może być przecież ze wszystkim.  Wśród moich propozycji pojawia się:

Kanapka z sałatą, serem mozarellą, wędzonym łososiem i koperkiem. - to taka wersja "na bogato", kompozycja baardzo pyszna :)


A tu kanapki trochę inaczej - forma tostów francuskich z żółtym serem, wędlinką, zielonym ogórkiem. To świetna opcja kiedy nie mamy świeżego pieczywa. Bułkę lub bagietkę kroimy na małe kromeczki, obtaczamy w rozbełtanym posolonym trochę jajku i smażymy na patelni z tłuszczem (najlepiej masłem), kiedy tosty podsmażą się z jednej strony, obracamy je i szybko kładziemy na nie plasterek żółtego sera. Smażymy jeszcze parę minut, wyciągamy, kładziemy szynkę, ogórka i gotowe. Efekt świetny i pyszny :) Mimo, że trochę bardziej pracochłonne niż zwykłe kanapki to polecam z całego serca- warto.


A tutaj kanapki z pastą jajeczną. Akurat ta wersja  pasty na zdjęciu jest dość uboga, ale ogólnie najlepsza pasta, jaką uwielbiam składa się z: 2-3 jajek, łyżki majonezu, łyżeczki musztardy, koperku, szczypiorku, soli, pieprzu. Majonez można zastąpić jogurtem lub wymieszać te dwa. Jajka ugotować na twardo, rozgnieść widelcem, pokroić koperek i szczypiorek, wymieszać wszystko z pozostałymi składnikami, nałożyć na ulubiony chlebek i już :) Do pasty można dodać ulubione warzywa - rzodkiewkę, ogórka, pomidora, ale ja jednak warzywa wolę jeść osobno :) 


A tu takie najbardziej standardowe kolorowe kanapeczki - sałata, wędlinka, pokrojone pomidorki koktajlowe, cebula, sól, pieprz. Swoją drogą uwielbiam połączenie pomidorów z cebulą, solą i pieprzem mmm :) A jeszcze bardziej kiedy ten zestaw podany jest też z żółtym serem :)


I kolejny hit jak dla mnie jeśli chodzi o zestaw śniadaniowy - twarożek ze szczypiorkiem na świeżej bułeczce a do tego ulubione warzywka. Niektórzy taką wersję twarożku określają pasta twarogowa - może być i tak. Ja mój wykonuję mieszając półtłusty twaróg ze śmietaną lub jogurtem, solą i pieprzem :) 


Myślę, że jak na jeden wpis wystarczy. :) Temat śniadań na moim blogu wróci jeszcze nie raz, bo mam mnóstwo innych propozycji, zaczynając od mlecznych śniadań dla tych, którzy tolerują laktozę :P a kończąc na śniadaniach bardziej pracochłonnych :) Ale o tym w swoim czasie. 

Ciąg dalszy nastąpi.... :) 

środa, 18 maja 2016

11. Drożdżowe z owocami i kruszonką :)

Zaczęły się pierwsze świeże owoce - rabarbar, pierwsze szklarniowe truskawki a z czasem propozycji będzie pojawiać się coraz więcej: wiśnie, czereśnie, śliwki itd.
Drożdżowe to takie ciasto - smak lata, mi się tak kojarzy, choć przecież można i zrobić je z dodatkiem konfitur, mrożonych owoców czy po prostu z kruszonką - moje, które przedstawię dzisiaj jest z dodatkiem mrożonych wiśni.

Ostatnio trochę się zraziłam do jego robienia, bo parę razy nie wyrósł mi zaczyn ze świeżych drożdży z niewiadomo jakiej przyczyny :/ Ale zamieniłam je na suche i z tymi wychodziło mi za każdym razem :)

Składniki:
      CIASTO:

  • 15 g suchych drożdży (to przeważnie ok. 2 opakowania) lub 30g świeżych
  • 400g mąki 
  • 0,5 szkl. mleka
  • 0,5 szkl. wody
  • 100g masła (pół kostki)
  • 3 jajka
  • można odrobinę cukru, jeśli ktoś lubi słodkie
  • dowolne owoce
     KRUSZONKA:
  • 50g masła
  • 8 łyżek mąki
  • 6 łyżek cukru 
Jeżeli używacie świeżych drożdzy, to należy zacząć od zrobienia zaczynu. Drożdże (najlepiej jeśli będą w temp. pokojowej a nie takie prosto z lodówki) kruszymy, zasypujemy łyżką cukru, mieszamy, dolewamy ciepłe (nie gorące! powinno być takie jak kąpiel dla niemowlaka :) ) mleko i mieszamy, odstawiamy pod przykryciem na 20 minut, żeby wyrosły. Jeżeli używacie tak jak ja suchych drożdzy, to pomijamy ten krok. 

Roztapiamy masło. Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy cukier, jajka, cukier (opcjonalnie), suche drożdże lub zaczyn (jeżeli dodajemy suche drożdże to wlewamy ciepłe mleko bezpośrednio do mąki). wyrabiamy ciasto, na koniec dodając roztopione i przestudzone masło. Znów wyrabiamy na gładkie, elastyczne ciasto. 
Odkładamy pod przykryciem w ciepłe miejsce na godzinę. Mój patent na ciepłe miejsce w domu jest taki, że odpalam na parę sekund palnik na płycie elektrycznej, kiedy zrobi się ciepły (nie gorący!) to kładę na nim miskę z ciastem oczywiście przykrytą. To samo tyczy się, gdy robię zaczyn. 
Po godzinie, ciasto powinno urosnąć. Przekładamy je wtedy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, przykrywamy i odstawiamy jeszcze takie rozłożone na blasze ciasto na 30 minut. 

W tym czasie szykujemy sobie owoce i robimy kruszonkę łącząc masło, mąkę i cukier i rozcierając je palcami. 

Piekarnik rozgrzewamy do 175 st. 

Po 30 minutach nakładamy owoce w dowolny sposób i posypujemy kruszonką. Tak przygotowanie ciasto wstawiamy do piekarnika na 35-45 minut. Będzie widać po wierzchu jak mocno jest zarumienione i ile czasu jeszcze potrzebuje. 

Smacznego ! Moje drożdżowe (drugie w życiu i pierwsze w nowym piekarniku) wyglądało tak:



wtorek, 17 maja 2016

10. Omlet biszkoptowy - na słodko

Miałam dodawać coś codziennie, miałam. Ale ostatnie mój limit pisania na komputerze pochłania moja praca licencjacka, ale spokojnie, już kończę :)
A dzisiaj takie ot danie, którego przepis jest krótki a które chodziło za mną cały dzień i które sobie przygotowałam na kolację, ale na spokojnie można je jeść jako deser lub jako śniadanie - oczywiście, bo jest to danie typowo śniadaniowe.
Omlet biszkoptowy - długo nie potrafiłam go robić tak, aby był puszysty i aby rzeczywiście miał konsystencję biszkoptu.  Wyszedł mi dopiero, kiedy zrobiłam go wg przepisu Mariety, delikatnie go modyfikując.

Do jego przygotowania potrzebujemy:

  • 2 jajek - najlepiej w temp. pokojowej
  • czubata łyżka mąki
  • łyżka mleka
  • szczypta proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • pół łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka cukru lub cukru pudru
  • masło do smażenia
Oddzielamy żółtka od białek do dwóch różnych misek. Żółtka mieszamy łyżką z mąką i mlekiem, dodajemy proszek do pieczenia, sól i cukier. W drugiej misce ubijamy białka, kiedy będą puszyste i lekko białe dosypujemy mąkę ziemniaczaną i ubijamy dalej do uzyskania sztywnej konsystencji. Na patelni roztapiamy masło i smażymy na małym ogniu z jednej i drugiej strony.

Przekładamy na talerz, możemy podać z:
  • cukrem pudrem
  • owocami i cukrem pudrem
  • owocami i jogurtem
  • sosem lub musem owocowym
  • sosem owocowo-jogurtowym
  • miodem
  • syropem klonowym  
U mnie na zdjęciu jeden z owocami i cukrem pudrem oraz drugi z sosem ze zblendowanych owoców leśnych z cukrem i wymieszanym z jogurtem :) Oba smaki świetne :) 



czwartek, 12 maja 2016

9. Danie z patelni - kurczak z warzywami, pieczarkami i makaronem.

Nie wiedziałam jak nazwać to danie. Pierwotnie miałam zamysł, aby był to kurczak po chińsku, ale pomyślałam, że do smaku dokroję trochę pieczarek, a później okazało się, że mam mniej mieszanki chińskiej w zamrażarce niż się spodziewałam :P I musiałam się ratować i dorzucić tam wszystkiego po trochu, aby nabrało objętości :) Dlatego danie to to tak naprawdę misz-masz tego co miałam w lodówce.

Ostatecznie tą mieszankę podałam z połamanym makaronem spagetti, ale równie dobrze smakowałoby z ryżem albo kaszą.

Do przygotowania użyłam: (składniki na 2 porcje)

  • jednego fileta z kurczaka
  • 6 pieczarek
  • trochę mrożonej mieszanki chińskiej (tak ok. 1/3 paczki)
  • zielonego kawałka pora
  • szczypiorek
  • parę liści kapusty pekińskiej
  • garść szpinaku (opcjonalnie)
  • pełnoziarnisty makaron spagetii 1/3 opakowania (może być dowolny makaron lub coś innego)
  • sól
  • pieprz czarny i ziołowy
  • łyżka sosu sojowego
  • łyżeczka miodu
  • szczypta curry
  • pół łyżeczki słodkiej papryki
  • łyżeczka ostrej papryki
  • szczypta pieprzu cayenne
  • olej do smażenia
Fileta kroimy w malutką kosteczkę (można i większą, jak kto lubi) i przyprawiamy solą, pieprzami, sosem sojowym, curry, słodką i ostrą papryką, pieprzem cayenne, kapką oleju, miodem. Odstawiamy na godzinkę do zamarynowania (tak naprawdę mięsko można pokroić i zamarynować dzień wcześniej, bardziej przejdzie przyprawami, lub jeśli nie mamy czasu to nie odstawiać do zamarynowania, tylko przyprawić już na patelni).

Po tym czasie przekładamy na gorący olej smażymy. Myjemy i kroimy pieczarki (ja pokroiłam w półplasteki) i zieloną część pora. Kiedy mięsko się zetnie, wrzucamy pieczarki i por na patelnię, mieszamy.
Kiedy pieczarki się podsmażą, wrzucamy mrożoną mieszankę chińską i smażymy dotąd, aż warzywa nie będą miękkie. 
Na koniec kroimy kapustę pekińską, wrzucamy na patelnię a zaraz za nią garść szpinaku (jeśli ktoś nie lubi można pominąć). Do tego kroimy też szczypiorek i dorzucamy. 
Smażymy jeszcze chwilę, doprawiamy jeżeli jest za mało (ja dosypywałam jeszcze troszkę soli, pieprzu i ostrej papryki). 


Do tego gotujemy makaron, ryż lub kaszę. Przerzucamy na patelnię, mieszamy i gotowe ! :)) 

Wyszło bardzo smaczne, na tyle, że nawet mój narzeczony który makaronu raczej bez sosów nie lubi, zjadł i prosił o dokładkę! :D 
To danie jest o tyle fajne, że można je odgrzać w dowolnym momencie, bądź zapakować w pudełko i zjeść na zimno w szkole lub pracy :) 


niedziela, 8 maja 2016

8. Zupy cz.1 - Rosół, Pieczarkowa, Jarzynowa, Szczawiowa

Ten post nie będzie należał do najkrótszych, to będzie takie 4 w 1 :)
Ze względu na to że i tak mam ogromne zaległości, postanowiłam, że zupy, które mam "udokumentowane" do tej pory zawrę w jednej notce.
Z resztą i tak podstawa każdej zupy jest u mnie taka sama (bulion-rosołek), więc pisanie przy każdym przepisie tego samego było by bez sensu.
Ale dodałam, że jest to część 1, bo z pewnością temat ten jeszcze powróci, kiedy ugotuje i obfotografuję inne :) 

Zupy... To dość obszerny temat, jedni je lubią, inni nie bardzo. Dla niektórych jest to tylko woda, pierwsze danie, niepełen obiad a dla innych syty, pełnowartościowy posiłek. Jeśli chodzi o mnie, to kiedy byłam młodsza, nie bardzo je lubiłam, nie syciły mnie, zdecydowanie na obiad wolałam jakieś treściwsze drugie danie :P Ale kiedy poszłam "na swoje" to mi się jakoś odmieniło. Może znudziły mnie już tylko i wyłącznie "twarde" drugie dania? Nie wiem, ale na tą chwilę bardzo lubię i często bardzo mam ochotę i wystarczą mi jako obiad. Niestety, nie robię ich często, bo u mnie w domu jem je tylko ja, narzeczony nie lubi i należy do tej pierwszej grupy osób opisywanych na początku tego akapitu :P A szkoda. 

Innym wątkiem tego tematu jest sama umiejętność ich gotowania. Wiele osób przyznaje się do tego, że nie potrafi ich gotować lub że jest to bardzo trudne - nic bardziej mylnego! Trzeba zapamiętać tylko kilka najważniejszych zasad: 
1. Odszumowanie mięsa!
2. Powoooolne gotowanie na wolnym ogniu! 
3. Odpowiednia kolejność "wkładania" tam składników (mięso, warzywa, dodatki, przyprawy).
I w sumie tyle. Wystarczy to zapamiętać a reszta już musi się udać.

No dobrze, podstawą każdej zupy u mnie jest rosół, inaczej mówiąc bulion. Najczęściej gotowany u mnie na szpondrach wołowych, szyi lub skrzydle z indyka. Osobiście z innego rodzaju mięsa nie przepadam, no chyba że z kaczki lub prawdziwej kury - ale to już nie są tanie rzeczy :D . 
Muszę przyznać, że nie gotowałam jeszcze żadnej zupy na wędzonce. Nie przepadam za takimi. Nie lubię też z kości wieprzowych. Moja babcia zawsze gotowała, ja sama raz, ale nie podeszło mi :) 

Do przygotowania mojego ROSOŁU potrzebujemy:
  • 2 małe szpondry wołowe
  • szyja lub skrzydło z indyka
  • liść laurowy
  • ziele angielskie
  • 2 marchewki
  • duży korzeń pietruszki
  • kawałek selera korzeniowego
  • cebula
  • kawałek pora
  • sól
  • pieprz
  • natka pietruszki (opcjonalnie)
  • lubczyk  (opcjonalnie)
No i na koniec oczywiście ulubiony dodatek - myślę, że u większości makaron :D 

Gotowanie rosołu rozpoczynamy od zalania mięsa zimną! wodą i powolnym zagotowaniu na średnim ogniu. Zalanie mięsa zimną woda sprawi, że wywar będzie bardziej esencjonalny, nabierze więcej smaku. Kiedy pojawi się szum, wyciągamy go łyżką zwykła lub cedzakową. Wyławiamy do czasu, aż przestaną pojawiać się szumowiny. 
Po tym kroku zmniejszamy ogień do małego, dodajemy liść laurowy i ziele angielskie i gotujemy ok. godzinę. Gotowanie na wolnym ogniu powoduje, że rosół będzie klarowny :)
Po godzinie dodajemy obrane warzywa (tj. marchewki, korzeń pietruszki, seler, por, przypaloną cebulę). Cebulę kiedyś przypalano na typowych kuchniach... a dziś... hm.. można albo palnikiem w przypadku kuchni gazowej albo tak jak w moim przypadku na płycie elektrycznej (fakt, brudzi się, ale coś za coś). Mięso z warzywami gotujemy na wooolnym ogniu około 2-3 godziny. W trakcie tego gotowania można dodać opcjonalnie zieleninę, czyli natkę pietruszki, selera lub lubczyk (uwieeelbiam lubczyk :) ). Na koniec gotowania rosołu przyprawiamy solą i pieprzem. Robimy to na koniec, ponieważ sól sprawia, że mięso gotuje się dłużej. 
I właściwie to wszystko. Mamy zarówno pyszny rosołek (z makaronem) jak i bazę do przygotowania kolejnych zup :) 



Ja na bazie takiego bulionu-rosołku zrobiłam pozostałe zupki i tak:

do przygotowania PIECZARKOWEJ potrzebujemy:
  • bazy (rosołek-bulion) - przepis powyżej
  • 1 dużej cebuli
  • 200g pieczarek (można więcej w zależności od ilości zupy)
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • łyżeczka mąki
  • olej do smażenia
Zaczynamy od przesmażenia na patelni cebuli pokrojonej w kostkę z pieczarkami. Cebulę i pieczarki można na patelni posolić i popieprzyć, szybciej zmiękną i będą miały lepszy smak :) Kiedy już to zrobimy, dodajemy całą zawartość patelni do garnka z rosołkiem-bulionem. Zagotowujemy. Śmietanę mieszamy z mąką, wlewając do niej po łyżce zupy, żeby się zahartowała i nie zważyła. Kiedy wymieszamy, wlewamy do zupy, zabielając ją :) jeszcze chwilkę gotujemy i gotowe :) Pieczarkową można jeść z ryżem, makaronem, kluseczkami lub ziemniakami - ale te ostatnie trzeba dodać do zupy dużo wcześniej, jeszcze zanim zaczniemy smażyć pieczarki. 

A do przygotowania zupki JARZYNOWEJ potrzebujemy:
  • Rosołek - bulion
  • Mieszanka mrożonych warzyw lub ulubione warzywa (np. kalafior, brukselka, fasolka, groszek itp.)
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • łyżeczka mąki
Kiedy mamy zamysł na jarzynową mieszankę warzywną lub inne warzywa, które chcemy, powinniśmy dodać już w trakcie gotowania bazy. Ale jeżeli nie, to nic się nie stanie jeżeli dodamy je później. Ważne, żeby ugotować je do miękkości.
Zupę tą można jeść z ziemniakami, ryżem lub kluseczkami (zacierkami). Ziemniaki, wiadomo - dodajemy równocześnie z innymi warzywami.
Jeśli chodzi o śmietanę i zabielanie zupy, to nie jest to warunek konieczny. Jeżeli lubicie, to tak jak w przypadku pieczarkowej - śmietanę mieszamy z mąką i 2-3 łyżkami zupy, żeby ją zahartować i wlewamy tą mieszankę do zupy. Jeżeli chcecie wersję "light", to śmietanę można zastąpić jogurtem naturalnym lub greckim. A i sam wywar można ugotować z piersi kurczaka lub indyka zamiast ze szpondrów i szyjek. 


I ostatnia zupa - typowo letnia, przynajmniej dla mnie to smak lata - SZCZAWIOWA :)

Składniki to:
  • Bulion
  • Ziemniaki - 2-3 duże
  • Spora garść świeżego szczawiu
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • łyżeczka mąki
  • 3-4 jajka - w zależności ile osób będzie jadło zupę :)
Ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę i wrzucamy do bulionu. Gotujemy ok. 20 minut.
Szczaw myjemy, drobno kroimy i wrzucamy do zupy. Gotujemy aż zmięknie. 
Śmietanę mieszamy z mąką i paroma łyżkami zupy ( jak wyżej i dodajemy do zupy). 
A na koniec, robimy wir w zupie i wbijamy jajka tak, aby były ugotowane jak w koszulkach. - U mnie w domu tylko tak się robiło z jajkami. W innych przepisach można też po prostu jajka ugotować osobno, obrać i pokroić na talerz i zalać zupą. Ja jednak wolę w koszulce w zupie :) 
No i w sumie to tyle. Moja szczawiowa wyglądała tak:

Uff temat wyczerpałam póki co :) 
A ciąg dalszy nastąpi.... 





czwartek, 5 maja 2016

7. Galaretkowiec/Salceson/Ptasie mleczko - ciacho bez pieczenia.

To "ciasto" pamiętam jeszcze z czasów mojego dzieciństwa. Niedzielne odwiedziny u babci i ciocia krojąca ten jakże atrakcyjny dla dzieci deser. Atrakcyjny, no bo które dziecko nie lubi kolorowych galaretek?
U mnie, deser ten nazywali "Ptasie mleczko", na grupach kulinarnych mówią na niego "Galaretkowiec" (to chyba nabardziej trafna nazwa), a moja koleżanka nazywa go "Salcesonem" (to już bym w ogóle nie pomyślała). Stąd w tytule 3 nazwy po ukośnikach :) Ale koniec końców nieważne przecież jak ono się nazywa, ale jak smakuje :)

Ja póki co robiłam go tylko raz. Smakował bardzo dobrze i nie jest trudny w przygotowaniu a ponadto potrzebujemy do niego bardzo niewielu składników.
Przepisy na galaretkowiec, z którymi możemy się spotkać są różne, z bazą pod postacią mleka, serków homogenizowanych, śmietany lub kilku tych składników. Ja robiłam akurat ze śmietaną 18% i mlekiem. No i różne też mogą być galaretki, to już wedle uznania. U mnie było to tak (składniki na małą tortownicę o średnicy 19cm):

Składniki:

  • 2 galaretki ( dobrze, żeby były w różnych kolorach, ja miałam poziomkową i agrestową)
  • 1 duża śmietana 18%
  • 1 szkl. mleka
  • 3 łyżki żelatyny
  • 5 łyżek cukru
I przygotowanie:

Oczywiście najlepiej zacząć dużo wcześniej od przygotowania galaretek, każdą galaretkę w osobnej misce, pamiętając o tym, by rozpuścić ją w mniejszej ilości wody niż podane to jest na opakowaniu. Odstawiamy do lodówki do zastygnięcia. - galaretki tak na dobrą sprawę można sobie przygotować już dzień wcześniej. 

Po tym czasie, podgrzewamy mleko i rozpuszczamy w nim żelatynę. Odstawiamy do ostygnięcia. 
Śmietanę przekładamy do miski i chwilkę ubijamy ją z cukrem. 
Galaretki kroimy w misce na małe kwadraty. 
Kiedy mleko z żelatyną przestygnie, dodajemy je do ubitej śmietany z cukrem. Mieszamy, dodajemy pokrojone galaretki i znów delikatnie mieszamy.

Foremkę wykładamy sobie papierem do pieczenia lub folią spożywczą (ja wybrałam do drugie, lepiej mi się później wyciągało) i przelewamy masę.  Zamiast tortowniczki możecie użyć też keksówki. Ja akurat jej nie miałam. 
Odstawiamy sobie do lodówki do stężenia. Najlepiej jest zostawić w lodówce na całą noc, ale myślę, że Ci co nie mogą się doczekać, to śmiało mogą spróbować ukroić sobie tak po 5-6 godzinach :) 

U mnie "ciasto" wyszło o tak : 

Jak widać, kroiłam je jak torta :)) 



poniedziałek, 2 maja 2016

6. Brownie - przepis Mariety

Dziś też na słodko, a nawet baaardzo słodko.  :)

Przepis na to Brownie pochodzi od mojej największej kulinarnej idolki - Mariety Mareckiej :) Zawsze powtarzam, że jest ona dla mnie taką ikoną jak Julia Child dla Julie Powell z filmu Julie&Julia (kto oglądał, ten wie o co chodzi ;) )
 Dlatego, kiedy wyszła jej książka, wiedziałam, że po prostu MUSZĘ ją mieć.
Podobnie jak bohaterka filmu i ja miałam taki pomysł, żeby zrobić każdy z przepisów Mariety i opowiedzieć o nim na blogu, aaale czyż nie byłoby to naruszenie praw autorskich? To po pierwsze a po drugie, wiem, że jednak nie zrobię wszystkich dań, bo wiem już z góry, że niektóre rzeczy na pewno by mi nie posmakowały (chyba się jeszcze taki nie urodził co by wszystko lubił i co by mu wszystko smakowało) :P Także pomysł ten nie był najlepszy.
No, ale potrawy, które w jakiś sposób chciałabym uwiecznić, bo są taaak meega jednak tu umieszczę. Takie też jest to Brownie. Od razu dodam, że przepis był nieco zmodyfikowany i modyfikować go pod siebie również można np. rodzajem użytej czekolady. 

Składniki: ( ilość składników podana jest na ciasto pieczone w blaszce o wym. 21x23cm ) 
  • 4 duże jajka
  • 250g gorzkiej czekolady ( nie musi być gorzka, jeżeli ktoś nie lubi, może być mleczna, byleby nie była nadziewana) 
  • 120g masła
  • 1/2 szkl. cukru
  • 2 łyżki mąki
  • szczypta soli
Przygotowanie jest bardzo proste i szybkie. Na początek w garnuszku grzejemy wodę i ustawiamy na nim miseczkę, w której będziemy roztapiać czekoladę. Miseczka może być szklana lub blaszana. Łamiemy czekoladę do miski, dodając masło i szczyptę soli. Mieszamy. Kiedy się rozpuści, odstawiamy do ostygnięcia.
Następnie oddzielamy żółtka od białek (żółtka do jednej miski, białka do drugiej). Żółtka ubijamy z połową ilości cukru podaną w przepisie aż zrobią się jasne i nabiorą objętości. W drugiej misce ubijamy białka z pozostałą ilością cukru, przy czym trzeba pamiętać aby cukier dodawać partiami łyżka po łyżce zaczynając kiedy białka będą już dość sztywne.
W tym czasie czekolada powinna już ostygnąć, więc dodajemy ją do białek cały czas miksując. Kiedy masa się połączy, dodajemy partiami białka delikatnie mieszając łyżką.
Na koniec, dodajemy 2 łyżki mąki i delikatnie mieszamy do połączenia się składników. 
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Przekładamy masę na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy 25-30 minut. 

Po upieczeniu ciacho powinno być mokre w środku - i to nie będzie oznaka zakalca :D 

Moje ciasto wyszło takie :

Ciacho prawie rozeszło się w jeden dzień, choć zostały 2 kawałki. Więc na drugi dzień nie wiedząc jak je podzielić wymyśliłam fajny deser z niego... ale o tym opowiem już innym razem :))  

niedziela, 1 maja 2016

5. Stefanka bez pieczenia :)

Znów chwilę mnie nie było... Karcę sama siebie za brak zapału. Ale gdy patrzę na te "tony" zdjęć jedzenia w telefonie to szkoda mi puścić to w niepamięć. Muszę dodawać i to najlepiej na bieżąco, bo wtedy najbardziej pamiętam przepisy. Ale póki co czas nadrobić zaległości.

Dziś ciasto "stefanka" bez pieczenia, na herbatnikach i budyniach. Bardzo proste, dość łatwe i szybkie w przygotowaniu..... i jedzeniu. :)
Swojego czasu, dużo polowałam na takie ciasta bez pieczenia, a to dlatego, że nie miałam w mieszkaniu piekarnika (uroki wynajmowania) :P Próbowałam różnych takich ciach, które wydawały mi się interesujące. Do "stefanki" akurat podchodziłam sceptycznie, bo co może być niezwykłego w budyniu czekoladowym? No ale chęć zjedzenia w końcu jakiegoś domowego ciasta przeważyła. I wyszło super, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.

Do przygotowania potrzebujemy: (ja używałam połowy ilości składników akurat, bo robiłam to ciasto w... plastikowym pudełku o wym. 19cmx19cm)


  •  3 duże opakowania herbatników
  •  700ml mleka
  •  2 opakowania budyniu czekoladowego
  •  150g cukru
  •  250 g masła - miękkiego
  •  400 ml śmietanki 30 lub 36% 
  •  2 łyżki cukru pudru
  •  2 op. fixów do ubijania śmietany
Zaczynamy oczywiście od przygotowania budyniów. Tak jak na opakowaniu, tylko dodajemy tyle mleka, ile jest podane w przepisie a nie na budyniach i połowę ilości cukru podaną w przepisie. Powinien wyjść gęsty budyń. Jak wyjdzie - odstawiamy do ostygnięcia :) 
Masło miksujemy na puch z pozostałą ilością cukru, dodając stopniowo ostudzony budyń. Miksujemy do jednolitego połączenia się składników. 
Blaszkę lub pudełko lub cokolwiek, co nadaje się do zrobienia tego ciasta wyścielamy papierem do pieczenia lub folią spożywczą (nie musicie wyścielać, ja to robię, bo po pierwsze łatwiej mi się wyciąga ciasto, po drugie jeśli chodzi o blaszki to strasznie nie lubię, kiedy przechodzi nimi ciasto i ma taki metaliczny posmak szczególnie brzegi blee, a po trzecie, mniej się brudzi naczynie i łatwiej je umyć ) i na to wykładamy warstwę herbatników (można to też zrobić wcześniej, kiedy budyń stygnie). Następnie na herbatniki dajemy dość cienką warstwę budyniowej masy, na nią znów herbatniki, masę, herbatniki, masę, herbatniki. I tak aż wam się skończy któryś z produktów. Ważne tylko, by ostatnią warstwą były herbatniki :) 
Po tej czynności przykrywamy wszystko folią spożywczą i do lodówki na 2-3 godzinki. 
Po tym czasie wyciągamy ciacho, przykrywamy je talerzem lub deską, na której to ciacho będziecie podawać i przechowywać i odwracamy do góry dnem :) 
Miksujemy śmietanki z fixami i cukrem pudrem i nakładamy na górę i boki ciasta. 
Dekorujemy czym chcemy, ja swoje udekorowałam winogronem, roztopioną gorzką czekoladą i kakaem :) 
Efekt taki :


A na koniec muszę dodać jeszcze, że to niestety nie był mój autorski przepis. Ale za to nieco zmodyfikowany niż pierwotna wersja, którą to znalazłam pod tym adresem:  http://swojskiejedzonko.blogspot.com/2016/04/stefanka-czekoladowa-bez-pieczenia.html?m=1 

Smacznego!