czwartek, 5 maja 2016

7. Galaretkowiec/Salceson/Ptasie mleczko - ciacho bez pieczenia.

To "ciasto" pamiętam jeszcze z czasów mojego dzieciństwa. Niedzielne odwiedziny u babci i ciocia krojąca ten jakże atrakcyjny dla dzieci deser. Atrakcyjny, no bo które dziecko nie lubi kolorowych galaretek?
U mnie, deser ten nazywali "Ptasie mleczko", na grupach kulinarnych mówią na niego "Galaretkowiec" (to chyba nabardziej trafna nazwa), a moja koleżanka nazywa go "Salcesonem" (to już bym w ogóle nie pomyślała). Stąd w tytule 3 nazwy po ukośnikach :) Ale koniec końców nieważne przecież jak ono się nazywa, ale jak smakuje :)

Ja póki co robiłam go tylko raz. Smakował bardzo dobrze i nie jest trudny w przygotowaniu a ponadto potrzebujemy do niego bardzo niewielu składników.
Przepisy na galaretkowiec, z którymi możemy się spotkać są różne, z bazą pod postacią mleka, serków homogenizowanych, śmietany lub kilku tych składników. Ja robiłam akurat ze śmietaną 18% i mlekiem. No i różne też mogą być galaretki, to już wedle uznania. U mnie było to tak (składniki na małą tortownicę o średnicy 19cm):

Składniki:

  • 2 galaretki ( dobrze, żeby były w różnych kolorach, ja miałam poziomkową i agrestową)
  • 1 duża śmietana 18%
  • 1 szkl. mleka
  • 3 łyżki żelatyny
  • 5 łyżek cukru
I przygotowanie:

Oczywiście najlepiej zacząć dużo wcześniej od przygotowania galaretek, każdą galaretkę w osobnej misce, pamiętając o tym, by rozpuścić ją w mniejszej ilości wody niż podane to jest na opakowaniu. Odstawiamy do lodówki do zastygnięcia. - galaretki tak na dobrą sprawę można sobie przygotować już dzień wcześniej. 

Po tym czasie, podgrzewamy mleko i rozpuszczamy w nim żelatynę. Odstawiamy do ostygnięcia. 
Śmietanę przekładamy do miski i chwilkę ubijamy ją z cukrem. 
Galaretki kroimy w misce na małe kwadraty. 
Kiedy mleko z żelatyną przestygnie, dodajemy je do ubitej śmietany z cukrem. Mieszamy, dodajemy pokrojone galaretki i znów delikatnie mieszamy.

Foremkę wykładamy sobie papierem do pieczenia lub folią spożywczą (ja wybrałam do drugie, lepiej mi się później wyciągało) i przelewamy masę.  Zamiast tortowniczki możecie użyć też keksówki. Ja akurat jej nie miałam. 
Odstawiamy sobie do lodówki do stężenia. Najlepiej jest zostawić w lodówce na całą noc, ale myślę, że Ci co nie mogą się doczekać, to śmiało mogą spróbować ukroić sobie tak po 5-6 godzinach :) 

U mnie "ciasto" wyszło o tak : 

Jak widać, kroiłam je jak torta :)) 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz